J.Culmer o metodach rządzenia Polakami

MOTTO

1. Oni mogliby być niebezpieczni — bo to zdolny naród — całe szczęście, że nie lubią myśleć i nie lubią się często fatygować. Jak się raz wysilą od wielkiego święta, to potem przez całe lata odpoczywają.

Łatwo im zaprzątać głowy głupstwami [np. pomstowaniem na nigdzie nie zlokalizowane, rozpływające się w powietrzu „lewactwo”; przypis mój, wawel] i przeszkadzać w myśleniu, i to trzeba stale robić. A tych, co nam dobrze służą, trzeba popierać, wywyższać, wmawiać w nich wielkość

2. Z Polakami łatwo — ciągnął stary — tylko trzeba być mądrym i trzeba ich znać. To są straszni patrioci. Aj, aj, aj, jak oni kochają tę swoją Polskę. Co oni się nad nią wypłaczą! Co oni jej komplementów nagadają! Trzeba to samo robić. Widzisz, tu w rogu stoi Mickiewicz z gipsu, a przed nim lampka  się pali. Oni to widzą i nie masz pojęcia, jak oni mnie za to kochają. Ale za ile groszy dziennie tej oliwy się wypali?… To mnie nie zrujnuje. Gdyby oni dostali z powrotem swoje państwo i na nowo by im było  wszystko wolno, to ci ręczę, że bez przerwy urządzaliby jubileusze, rocznice, zjazdy, obchody, pochody; staraliby się, żeby ta biedna Polska, co się tyle wycierpiała, miała co dzień jakąś przyjemność. (…) Trzeba ich do tego zachęcać i brać w tym udział: to ich cieszy, a nam nic nie szkodzi. Lepiej, żeby się bawili dla Polski, niż pracowali dla niej. 

3. A co będzie — zapytał raz — gdy oni zmądrzeją? Oni teraz się uczą robić interesy. 

Stary się roześmiał,

Długo muszą się uczyć: nie wiadomo, czy będą mieli czas. To nie tak łatwo umieć chodzić koło pieniędzy. Ja ci ręczę, że oni pierwej nauczą się ordynarnie kraść, niż powiększać polski majątek, i zanim Polskę wzbogacą, już ją rozkradną, I do tego także trzeba ich zachęcać. Ta nauka łatwo przychodzi, Gdy ułatwisz człowiekowi kradzież w jakiejkolwiek formie, już go masz w ręku, już ci musi służyć wiernie i na twoje bogactwo się składać. 

Pieniądze przechodzą w nasze ręce i przyjdzie niezadługo czas, że tylko my je będziemy mieli. Wtedy wszyscy oni będą w naszej niewoli, będą służyli nam za część tego grosza, któryśmy im zabrali.  Tylko nie trzeba być skąpym. Trzeba część swego grosza oddawać. Składaj głośno ofiary na ich  cele: to się opłaci, to się stokrotnie wraca. I składaj po cichu dziesięć razy tyle na nasze cele. Sprawa nasza nie tylko wymaga, żebyśmy my sami byli bogaci, ale żeby nasz naród miał swoje fundusze na popieranie swoich celów. Każdy z nas musi się na te fundusze składać; i dlatego, że to umiemy, idziemy do zwycięstwa. Oni dużo o swej Polsce krzyczą, ale nic dla niej nie robią i nic jej nie dają, i dlatego my nad nimi zapanujemy. 

4. Ta ziemia musi być nasza; to już od dawna nasi mędrcy nam mówili. I Niemcy i Moskale i sami Polacy do tego nam pomagają. I trzeba ich popychać, żeby nam coraz więcej pomagali.

[Józef Culmer w powieści Romana Dmowskiego- „Dziedzictwo”]

image

image

Wszyscy z upodobaniem używają słów: lewacy, lewactwo, polityczna poprawność, lewica kierując uwagę, energię i gniew społeczeństwa na Berdyczów, na fantom słowny, na planetę Mar(k)s. A gdzież są owi mityczni lewacy? W tym samym miejscu, co ścigani słownie przez konkurencyjną stronę – faszyści. Lewacy żyją pośród nas, w TV, parlamencie, w każdej partii. „Lewicy”, „prawicy” i „centrum”. Te trzy cudzysłowy w poprzednim zdaniu nie są przypadkowe. To odbicie struktury Polski potransformacyjnej. Tu wszystko jest… cudzysłowem i cudzym słowem. Cała socjosfera wypełniona jest pseudopojęciami i podmienionymi pojęciami i symbolami. Cudzymi słowami i pojęciami pracującymidla cudzego interesu. Żyjemy w jednym wielkim cudzysłowie. Edukacja, służba zdrowia, oświata, sądownictwo, system prawny, wolny rynek, obiektywne i wolne media, kultura, nauka – wszystkie są w tkliwych ramionach cudzysłowu.

Lewactwo to ignorancja połączona z tupetem, żądza władzy, niekompetencja, używanie słów wbrew ich sensowi, populizm, schlebianie gustom tłumu, gusta gminne, czerpanie profitów władzy ze szczucia dwóch grup kibiców partyjnych na siebie, korupcja, nepotyzm i etatyzm. Tym jest lewactwo. Mamy lewacki rząd i parlament. Mamy lewackie państwo – rozczłonkowane, chodzące na sznurku frazesów o tolerancji i demokracji, frazesów o rządach większości, o woli ludu. Mamy lewacką oświatę, edukację i kulturę. Od czasu dealu Kiszczaka z Geremkiem. Mamy dwie grupy lewackich istotowo partii, Jedna grupa partii, lewacka każe nam ścigać… lewactwo. Druga grupa partii lewackich każe nam ścigać pierwszą grupę lewacką, nazywając ją faszystami. Państwo w tym czasie staje się imposybilne, rozbite. Mamy lewackie media dwóch sekt lewackich. Jedna lewacka sekta przekierunkowuje energię i uwagę społeczeństwa na słowne i uliczne zwalczanie drugiej. Jedna sekta lewacka potępia… lewactwo, druga potępia faszyzm, czyli sektę pierwszą. Jedni budują nową, prawdziwą demokrację, drudzy bronią demokracji. A ci, którzy przejrzą ten teatr posądzani są o agenturalność na rzecz Rosji. Szokuje, że Dmowski już 100 lat temu przejrzał ten mechanizm oskarżania niezależnych umysłów, gdy o jednym ze swych bohaterów walczących o prawdę i polskość władzy rządzącej Polską napisał, że z zemsty zaczęli rozpowiadać plotki o rzekomym majątku tej osoby, której ” źródłem miały być pieniądze, otrzymywane od rządu rosyjskiego, którego był rzekomo agentem po­litycznym i szpiegiem.” Nihil novi w repertuarze socjalistów, bo przed eurowyborami partia rządząca sięgnęła po tę liczącą 100 lat manipulację, którą w tekście Dmowskiego stosuje mszczące się środowisko wolnomularskie.

Gdy rządzący zbliżają się do potrzeby podjęcia jakichkolwiek realnych działań, do których brak im odwagi, kompetencji i woli – podają magiczne wytłumaczenie swojej niemocy: to wina fali lewactwa przetaczającej się przez Europę i politycznej poprawności. I ludzie to kupują. Uspokajają się. Dostają “usprawiedliwienie plus”.  Rozchodzą się do domów, żeby się wyspać, by móc dalej pracować na lewaków w TV ścigających… lewaków lub na faszystów ścigających faszystów, w realu zgodnie już odcinających finansowe kupony od pracy tych ogłupianych retoryką widmowej walki. Łykamy karmę frazesów o obronie demokracji lub budowie prawdziwej demokracji i tyjemy puchnącą ignorancją. Demagodzy spod jednej lub drugiej flagi wyganiają słownego kozła ofiarnego zabierającego ze sobą winy naszej naiwności i ich ignorancji i łapczywości. I ten, starotestamentowy, pseudoreligijny akt ekspiacji wspólnych wobec gnijącej ojczyzny win demagogów i ślepych tłumów – wystarcza wszystkim. Żyjemy pod okupacją cwanych, cynicznych ignorantów. Okupacja ignorancji i żądzy władzy piorąca mózgi zrzucaniem winy na istniejące nie wiadomo gdzie dwa widmowe kozły ofiarne – na mityczne lewactwo i mityczny faszyzm. Organiczni lewacy („władza”) tłumaczą swoją impotencję oporem lewactwa. Organiczni faszyści („opozycja”) dyscyplinują swoją umysłową i ekonomiczną sieć klientelistyczną wezwaniem do walki z… faszyzmem. Brzmi to niewiarygodnie, ale tak właśnie jest. By wymigać się od jakiejkolwiek realnej pracy państwowej lewacy zwalają winę na lewactwo, faszyści na faszyzm a społeczeństwo jak pies Pawłowa biega za rzuconą kością. W jednym lub drugim kierunku. Państwo zaś tymczasem zżera erozja i dewastują mniejszości regionalne i kulturowe. Wszystko co ważne dla samowystarczalności, suwerenności i siły państwa (edukacja, nauka, silna klasa średnia, służba zdrowia, prawo) – jak powiedział prezes o prawie w Polsce – okazuje się bajką. Jak długo to może jeszcze trwać?

Mentalne lewactwo to imię dzisiejszej klasy politycznej pretendującej do miana i stanowiska państwowej elity. I to jest sedno tragedii Polski w jej epoce pookrągłostołowej eunuchokracji. Od 30 lat ignorancja ma w Polsce status HEAD. Przejrzyjmy na oczy: nie ma żadnego innego lewactwa oprócz buty, ignorancji i łapczywości rządzących i ich konkurentów do władzy i oprócz naszej naiwności i łatwowierności. Parafrazując gogolowskie: “Z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie!” trzeba zapytać: “Kogo ścigacie?”. Głoszone przez partię rządzącą frazesy o „tolerancji”, „wolności” i „równości” i chęć szczycenia się „realizacją” ich w Brukseli, to właśnie jest owa widmowa polityczna poprawność, na którą potem pomstują i szczują elektorat, a która jest ich samych częścią. Wygląda to jak autoagresywna, autoimmunologiczna choroba ignorancji. Indukująca w nas bezprzedmiotowe wzburzenie mobilizujące przedwyborczo oraz indukująca w nas fantomalny obraz wroga, podczas gdy od wieków jedynym wrogiem społeczeństwa i narodu jest rwąca się do rządzenia ignorancka władza pracująca nieświadomie na rzecz zewnętrznych ośrodków.

Lewacka władza każe lewackiej mentalności ludu gonić… widmo lewactwa. A to Polska właśnie. Zamiast PRL mamy RPL, Rzeczpospolitą Lewacką. Na tym polegała i po to była  t r a n s f o r m a c j a.

Ścigacie swoją naiwność w dobrodusznej służbie tym, co udają nieskończone wzajemne ściganie, by zgiełkiem tych udawań i pozornych pościgów i sukcesów przykryć swoją wrodzoną niemoc, niechęć i obawę odnalezienia faktycznych źródeł upadku państwa i przykryć swoje prywatne interesy. Ścigacie samych siebie, czyli lewactwo. Ono jest w was, dlatego nigdy go nie pochwycicie. Naiwność, chęć życia złudzeniami i przymykanie oczu ustanawiają doskonałą, trudną do rozbicia niewzruszoną symbiozę z pożądaniem władzy, butną nieznajomością rzeczy i demagogią. Lgną do siebie. Potrzebują siebie. Szukają siebie. Marzą o sobie a potem tęsknią. Złączeni przystawalnością swoich potrzeb. Jak naiwna, sentymentalna kobieta i oszust matrymonialny. Jak gorące, bezpańskie emocje i zdeterminowana, nieświadoma wola. Czy można być oszustem matrymonialnym – n i e c h c ą c y? Można. Na tym właśnie polega życie w ignorancji. Oszuści matrymonialni władzy  są nimi instynktownie, bo w ich osobowości miejsce przypisane świadomości i wiedzy zajmuje chęć władania i rozbuchane ambicje na których grają obce siły. Dlatego nawet nie trzeba ich nazywać zdrajcami, choć zdradzają przyszłość ojczyzny. W sprawach najważniejszych sama tylko ignorancja i nieświadome działanie już jest zdradą. I niepotrzebny jest już w działaniu zamiar dokonania zdrady, gdy to działanie przynosi efekty identyczne jak zdrada. Jak to podsumował Dmowski: U nas nie robi się planów na długi dystans, ale działa się na gorąco.

— Żartuje pan — rzekł Twardowski.

— Gdyby było prawdą to, co pan mówi, zawsze musielibyśmy być bici

I tak właśnie jest. Gdy sprawność słów i działań demagogicznych dorównuje lekkomyślności i łatwowierności demosu  oraz jego paternalistycznym tęsknotom – bicie jest nieuniknione. Można rzec: Polska z impetem wkroczyła na bitą drogę ku bitej przyszłości. Monety bite przez mennicę okrągłego stołu – zgodnie z prawem Kopernika-Greshama o wypieraniu dobrej monety przez złą – w ostatnich kilku latach zalały kompletnie rynek idei. Wszelka myśl posiadająca jakąkolwiek zawartość kruszcu zniknęła z obiegu. Najbardziej zaś boli zalew sfałszowanej monety nadziei, bo karygodnie opóźnia wycofanie z obiegu podrobionych krążków myśli i budowę nowych mennic zabezpieczonych przed zorganizowanymi grupami zewnętrznych i wewnętrznych fałszerzy.

image

Polska pookrągłostołowa scena polityczna: obłędny kołowrót transformacji czerwonej prawicy w czerwoną lewicę wokół różowego centrum

 

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s